Warsaw Home 2019 – moje wrażenia cz. I

Jeśli tak jak ja, uwielbiasz architekturę i design, lub po prostu szukasz inspiracji do aranżacji swoich czterech ścian – zapraszam do lektury I części mojej obszernej relacji (kolejne pojawią się odpowiednio w niedzielę 20 i 27 października).

Zanim zaczniesz…zaparz sobie dobrą kawkę lub herbatkę, usiądź wygodnie i zanurz się w lekturze!

prints.pagedmeble.pl

Na największych w Polsce targach wnętrzarskich Warsaw Home byłam już drugi raz. O edycji z roku 2018 i moich wrażeniach przeczytasz w poprzednim poście tutaj.

Przygotowana zdecydowanie lepiej niż w poprzednim roku i wzbogacona o poprzednie doświadczenia, w tym roku postanowiłam na targi przeznaczyć nie jeden, a dwa dni. Dla niewtajemniczonych – całość trwa cztery, i po głębszych przemyśleniach podczas drogi powrotnej pociągiem z Warszawy do Białegostoku, już wiem, że za rok pojadę na wszystkie cztery. Skąd taka decyzja – opowiem później.

Jak oglądać? Jak się nie pogubić i nie przegapić świetnych stoisk?

Zawsze przed wydarzeniem sprawdzam listę wystawców, a oficjalną stronę odwiedzam kilka, jeśli nie kilkanaście razy. W tym roku ogromnym ułatwieniem była prosta i jakże ułatwiająca życie aplikacja „Warsaw Home” na smartfony.  W specjalnej zakładce znaleźli się wszyscy wystawcy w porządku alfabetycznym. Po wybraniu konkretnego, ukazywał się krótki opis firmy, pochodzenie, lokalizacja w kompleksie PTAK Expo, adres witryny internetowej, dane kontaktowe (numer telefonu oraz mail). Dodatkowo każdą pozycję można „zaserduszkować” i później wrócić do ulubionych.

W apce znajduje się także mapa z podziałem na poszczególne hale, co jest kluczowe. Dlaczego? Jeśli chodzi o centrum PTAK EXPO w Nadarzynie, jest to największe centrum targowo-kongresowe w Polsce, biorąc pod uwagę powierzchnię wystawienniczą. Z tego, co wyczytałam na Wikipedii, w Europie jest na miejscu 19., przed (uwaga!) Londynem, Brukselą i Genewą. Co jest dość imponujące, ale zrozumiałe, bo to 7 nowoczesnych hal (oznaczone są systemem literowym: A, B, C, D, E, F), jedna z nich, „E” ma powierzchnię 20 500m2, pozostałe zaś po 24 500m2. Warsaw Home zajmowało w tym, jak i w poprzednim roku sześć z nich (od B do F).

Teraz już wiecie, dlaczego wygodne buty są na tych targach są kluczowe… Gdyby nie zawodził tam zasięg internetowy, śmiało możnaby zmierzyć przemierzoną trasę krokomierzem albo Endomondo. Za każdym razem, gdy widziałam kobietę w niebotycznie wysokich szpilkach, byłam pod wrażeniem odporności na ból ;).

Wracając do aplikacji – ja w tym roku schytrzyłam się właśnie dzięki niej. Na smartfonie robiłam screena, a później w opcjach edycji, rysowałam sobie po mapkach poszczególnych hal przebytą trasę, odhaczając zaliczone stoiska. Pozwoliło mi to uniknąć bezsensownego kluczenia dookoła wciąż tych samych wystaw. Zapobiegło to również przeoczeniu perełek. Myślę, że taki feature [czyt. ‘ficzer’, z ang. funkcja] jest świetnym pomysłem na dalsze inwestowanie w rozwój apki przez organizatorów.

Minusem był fakt, że nie wszystkie firmy zadbały o oznaczenie swojej firmy i stoiska w apce – nie wiem czy było to związane z wyższym pakietem opłat dla wystawców czy też niedostarczeniem odpowiednich informacji w wyznaczonym czasie. Często zdarzało mi się znaleźć perełkę, której na mapce nie było.

Organizatorzy zapewniali oczywiście także wersję papierową, ale umówmy się jest średnio poręczna, mając na uwadze cały ekwipunek, który trzeba mieć pod ręką.

Samemu czy z ekipą?

W tym roku na targi wybrałam się sama. Mogłam oczywiście umówić się z zaprzyjaźnionymi koleżankami po fachu, jednak moje inne zobowiązania sprawiły, że nie chciałam kogokolwiek uzależniać od mojego grafiku pracy, ani siebie uzależniać od innych. Uważam, że od czasu do czasu, samotne wypuszczanie się w poszukiwaniu inspiracji jest fajne, bo można kierować swoje kroki tam, gdzie coś przykuło uwagę, nie przejmując się tym, czy ewentualny kompan podziela ten sam gust i zainteresowanie :). Zdecydowanie ma to znaczenie, kiedy oprócz zwykłego napawania się pięknem chce się jeszcze nawiązać kontakty, współprace czy najzwyczajniej na świecie porozmawiać z kimś o designie [czyt. dizajnie, z ang. projekt].

W tym roku skupiłam się głównie na robieniu lepszej, niż miało to w poprzednim roku miejsce, jakości zdjęć oraz… na ludziach.

Tak, tak. Dobrze czytasz. Ludziach. Projektanci i sprzedawcy to kopalnia wiedzy, inspiracji, pomysłów. W tym roku postawiłam więc na rozmowy, a nie zwykłe zbieranie, brzydko to określając: zbieranie makulatury do torby na kółkach.

Oczywiście nie ma w tym nic złego. Są osoby, takie jak ja, które po powrocie z targów nie rzucają katalogów od niechcenia w kąt, tylko katalogują je w grupy i faktycznie, podczas etapu projektowego do nich zaglądają w poszukiwaniu wiedzy i inspiracji.

Dzięki skatalogowaniu poprzednio zdobytych folderów, wiedziałam, który katalog jest tym samym katalogiem, co w roku poprzednim, oraz czy będę chciała ewentualnie użyć czegoś w procesie projektowym. Umówmy się, że domowe tężnie solankowe dla klientów prywatnych, raczej nie będą standardowym i częstym punktem wyposażenia, obecnym w każdej realizacji. Oczywiście – fajnie jest wiedzieć, że jest taka opcja, ale nie potrzebuję ciągnąć półkilogramowego folderu o tym do domu, który znajduje się dwie godziny drogi pociągiem od miejsca targów ;).

To, czego zdecydowanie mi brakowało, to dodatkowej pary rąk. Własnych, nie cudzych oczywiście. Gdybym miała taką możliwość nagrałabym relację z całych targów i vloga. Miałam ze sobą nawet sprzęt. Ale właśnie tych rąk mi zabrakło ;). Jednak na przyszły rok mam już na to rozwiązanie: pojadę na cztery dni. Podczas dwóch pierwszych skupię się na oglądaniu, fotografowaniu i rozmowach, pozostałe dwa przeznaczę na totalnie chillowe przejście jeszcze raz wszystkich hal, nagraniu relacji oraz dopatrzeniu tego, na co zabrakłoby mi siły w ciągu pierwszych dwóch dni.

Ze względu na fakt, iż moja codzienna praca polega także na prowadzeniu kanałów Social Media, własnych oraz firm, korzystających z moich usług, nie chciałam targów tych spędzić z nosem w komórce. Nie robiłam żadnych storiesów. Częściowo dlatego, że Internet na terenie targów najzwyczajniej w świecie zawodził (domyślam się, że tyle ludzi w jednym miejscu na raz zdecydowanie przeciąża sieć 😉 ), a częściowo dlatego, że najzwyczajniej chciałam być „tu i teraz” i cieszyć się z własnych przeżyć i tego, co rejestrują moje oczy :-).

A co zarejestrowały? O tym dowiecie się w części II, która pojawi się w niedzielę 20 października.

Mam dla Was mnóstwo autorskich zdjęć i opisów! Opowiem Wam o okładzinach ściennych, oświetleniu, meblach i dodatkach.

Śledźcie moje kanały Social Media – dam Wam znać, kiedy kolejna publikacja będzie już online.

Całusy,
M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *