Mój jest ten kawałek podłogi.

Copy of Copy of Copy of Copy of Copy of Copy of Social Media – Untitled Design

Dlaczego zdecydowałam się na zakup mieszkania? To już wiecie.

A jak podjęłam decyzję, że to TO mieszkanie?

 

Jak wspomniałam wcześniej, rozmowy o zakupie mieszkania dawno już pojawiały się przy rodzinnym stole. Pojawiały się szybko i równie szybko znikały, gaszone przeze mnie. Klamka zapadła jednak dość szybko, za sprawą możliwości uzyskania dofinansowania z programu Mieszkanie Dla Młodych.

Pierwsze spotkania z zaprzyjaźnioną agentką nieruchomości oraz doradcą finansowym pomogły mi rozeznać się w temacie. Wiadomo, nie codziennie kupuje się mieszkania. Nie miałam o tym zielonego pojęcia. Bladego też.

Jakie miałam założenia?

  • Rynek wtórny. Nie brałam pod uwagę rynku pierwotnego ze względu na fakt, że najzwyczajniej w świecie nie byłoby mnie na niego stać :).
  • Lokalizacja. Jak wiecie, wiele mieszkań wynajmowałam i na niejednym osiedlu w Białymstoku mieszkałam, miałam  więc już doświadczenie i w miarę sprecyzowane oczekiwania. Lubiłam osiedle Piasta i wciąż mam do niego sentyment, być może dlatego, że spędziłam tam pierwsze lata życia w tym mieście. Nie mniej jednak nie zamykałam się na inne opcje, ważne dla mnie było, żeby było w miarę blisko do centrum, tym bardziej, że nie posiadam własnego auta i przemieszczam się komunikacją miejską.
  • Rozkładowe mieszkanie. Chciałam dwóch lub trzech oddzielnych pokoi. Mieszkania z przejściowymi pomieszczeniami od razu skreślałam. Wiem, że teraz salony z aneksem kuchennym są w modzie, ale to totalnie nie dla mnie. Inaczej może bym to traktowała, gdybym trafiła na dwa oddzielne pokoje, a trzeci byłby otwarty. W dwupokojowych mieszkaniach takie rozwiązanie nie wchodziło w grę. Dlaczego? Na studiach mieszkałam już w przejściowym pokoju i co tu dużo mówić, minusów było dużo. Nie zamierzam wynajmować nikomu pokoju, ale w jakiejś tam “przyszłości” dobrze jednak mieć dwa oddzielne z drzwiami, którymi można trzasnąć 😉
  • Balkon/loggia. Mieć czy nie mieć? Oto jest pytanie. I w tym wypadku bez dwóch zdań – jeżeli jest taka możliwość, to w tym przypadku zawsze lepiej mieć. Mieszkałam w mieszkaniach zarówno z i bez balkonów/logii. (Dla tych którzy nie znają różnicy w skrócie: balkon jest formą otwartą/nadwieszoną, loggia zaś wnęką w bryle budynku). To spore udogodnienie. Można zrobić sobie małą oazę, gdzie będzie się piło poranną kawę, opalało nogi czy czytało książki w wolne popołudnia. Plusem jest też możliwość suszenia prania czy miejsce dla palących.
  • Mieszkanie z cegły. Wszyscy bardziej “dorośli” mi to powtarzali. Dlaczego? Budynki wykonane z cegły przede wszystkim są bardziej wytłumione, co wiążę się m.in. z tym, że nie będziemy słyszeli każdego słowa, wypowiedzianego przez sąsiada, a nasze imprezy nie będą dla niego tak uciążliwe. Dodatkowym plusem jest trzymanie temperatury – jest cieplej zimą i chłodniej latem. W bloku z cegły znacznie łatwiej też przebiegną remonty – jak wiadomo, łatwiej jest wyburzyć ściankę działową z cegły niż przebijać się przez wielką płytę.

Określenie swoich wymogów co do pięciu powyższych punktów znacznie ułatwiło mi podjęcie decyzji. Jest jeszcze wiele innych czynników takich jak np.:

  • odległość do szkoły/uczelni/miejsca pracy;
  • odległość do głównych ciągów komunikacyjnych, dostępne połączenia autobusowe, pobliskie stacje i ścieżki rowerowe;
  • odległość do sklepów, banków, aptek, przychodni lekarskich, przedszkol czy szkół podstawowych;
  • dostępność miejsc rekreacyjnych: parków, boisk, placów zabaw;
  • ilość miejsc parkingowych, możliwość kupna/wynajęcia garażu/komórki lokatorskiej/piwnicy;
  • przyszłe plany zagospodarowania terenu – dziś wybrany budynek może stać osamotniony, a z Twojego okna możesz mieć widok na piękną łąkę czy las, nie znaczy to jednak, że za 2 lata na przeciwko Twoich okien nie stanie bliźniaczy budynek – albo jeszcze gorzej – pięć;
  • obecność windy

Obejrzałam bodajże pięć mieszkań. Jedne były gotowe do zamieszkania od razu, w inne musiałabym włożyć bardzo dużo pracy, czasu oraz przede wszystkim pieniędzy. Byłam bardzo otwarta, wiedziałam, że każda z tych opcji ma swoje plusy i minusy.

Dlaczego zdecydowałam się właśnie na TO mieszkanie?

Czy zakochałam się w nim od razu?

Nie. Ale miało ogromny potencjał.

Plusy?

Prawie 42 metry kwadratowe, dwa oddzielne pokoje, nowa stolarka okienna, w połowie mieszkania drewniany parkiet w bardzo dobrym stanie, balkon, cegła + płyta, świetna lokalizacja (mimo, że jest to moje ulubione osiedle), bardzo atrakcyjna cena.

Mieszkanie mimo wielu niedociągnięć, było gotowe do wprowadzenia się od razu – musiałam kupić tylko łóżko. Poprzedni właściciele zaznaczyli, że zostawią dwie duże szafy, komplet mebli salonowych, AGD takie jak pralka, lodówka czy kuchenka.

Minusy?

Mieszkanie oglądałam wieczorem, dodam – ciemnym wieczorem, ponieważ miało to miejsce zimą. Ma to ogromne znaczenie – to jak mieszkanie prezentuje się po zmroku może dawać totalnie inne wrażenie rankiem. Było ciemne za sprawą małej ilości oświetlenia sztucznego, a sufitowa instalacja elektryczna była poprowadzona tylko w odświeżonym salonie oraz kuchni. Wiedziałam, że będzie to wiązało się z całkowitym przeprojektowaniem instalacji elektrycznej przy remoncie.

Dodatkowo generalny remont łazienki i kuchni, a także odświeżenie sypialni i przedpokoju. Wiedziałam, że będzie to wiązało się z nakładem finansowym, jednak cena mieszkania była tak przystępna, że mogłam się na to zgodzić.

Czwarte piętro. Ostatnie. Bez windy. Umówmy się, że raczej nikt nie lubi wspinać się codziennie po kilka razy po takiej ilości schodów. Dodatkowym minusem jest też fakt, że nade mną jest tylko dach, i jego ewentualne uszkodzenia będą wiązały się z konsekwencjami dla mnie.

Jakie były więc inne oglądane przeze mnie mieszkania, które finalnie odrzuciłam? Na prawdę różne.

Jedne wymagały generalnego, kosztownego remontu, mimo to ich cena nie była dla mnie wystarczająco zachęcająca. Drugie były gotowe do wejścia, jednak ich aranżacja i tak pozostawiała wiele do życzenia.

Było jedno mieszkanie, które chciałam “brać”. Mieszkanie było fajne, wymagało niewielkiego nakładu pracy, dwa oddzielne pokoje, blok z cegły, moje ulubione osiedle. Wygrało jednak ze mną małżeństwo. Wiadomo – właściciel woli sprzedać mieszkanie dla małżeństwa, które ma dużą i pewną zdolność kredytową, niż młodej singielce, starającej się o dofinansowanie z Mieszkania dla Młodych. Nie ukrywam, byłam trochę rozczarowana i plułam sobie w brodę, ale nie miałam na to wpływu.

Nie pamiętam czy długo podejmowałam decyzję o TYM mieszkaniu. Zrobiłam serię zdjęć, wysłałam je mamie i babci, przyjaciółkom. W głowie i na papierze robiłam milion drzewek decyzyjnych. Musiałam podjąć ostateczną decyzję, która wiązała się z bezzwrotnym zadatkiem dla właścicieli, na wypadek, gdybym zmieniła zdanie.

Zdecydowałam się. Od tej pory nie mogłam już spać z ekscytacji. Wiedziałam, że to będzie MOJE mieszkanie. W głowie robiłam już pierwsze aranżacje, myślałam nad remontami, robiłam moodboardy. Nie mogłam spać z przejęcia, ekscytacji i radości. To zdecydowanie fajny etap, kiedy powoli w głowie układasz sobie plan.

Choć mieszkanie nie należy do idealnych (czy takie w ogóle istnieją?) to od razu je pokochałam. To MOJE miejsce, które urządzę od A do Z według własnych upodobań. Mam swój gust i w końcu będzie mógł ujrzeć światło dzienne. W kolejnym poście pokażę Wam moje mieszkanie przed przeprowadzką oraz po niej, a także wstępne projekty, które wykonałam sama. Już teraz, jeszcze przed remontem, moje gniazdko przeszło metamorfozę dzięki kilku nowym mebelkom oraz dodatkom.

Jeżeli jesteście ciekawi efektów, śledźcie mojego bloga!

Jeżeli macie jakieś pytania dotyczące procesu zakupu mieszkania, piszcie śmiało – jeśli tylko będę mogła, z chęcią doradzę!

Całusy,

M.

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *